poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Rozdział 7

Wrzesień mijał szybko wśród sterty zadawanych przez profesorów prac domowych. Dnia stawały się coraz krótsze i zimniejsze, zanim się obejrzałam, skończył się październik, a zaczął deszczowy listopad. Także dzień balu zbliżał się nieuchronnie. Moje wyjście na bal z Zabinim nie zostało tajemnicą i każdy już wiedział, że to właśnie z ów Ślizgonem się wybieram. Najbardziej bolało mnie to, że oprócz Hermiony wszyscy przyjaciele się ode mnie odwrócili. Nawet Demelza i Colin nie chcieli słuchać moich wyjaśnień. Dla nich byłam kłamliwą oszustką, która wolała wymienić wroga na przyjaciół. Bezskutecznie próbowałam im wyjaśnić, a raczej wykrzyczeć, że zostałam zmuszona, by się zgodzić i nic między nami się nie zmieniło. Ja nadal byłam tą samą Gryfonką, a on irytującym Ślizgonem. Jedynie Hermiona uparcie trwała przy moim boku, broniąc przed każdym nieprzychylnym spojrzeniem. Na myśl o przyjaciółce, ogarnęło mnie wzruszenie. Nagle ponure rozmyślania przerwało głośne stukanie w szybie.

Na parapecie siedziała duża brązowa sowa, w której z zaskoczeniem rozpoznałam Errola starego puchacza naszej rodziny. Szybko otworzyłam okna i niecierpliwymi ruchami odwiązałam liścik. Podczas gdy Errol zajadał się krakersami, ja usiadłam na łóżku i otworzyłam ust. Byłam pewna, że napisała do mnie mama... tymczasem oniemiała patrzyłam na list od Percy'ego!

Czy on nie powinien być z Audrey w podróży poślubnej?! Pomyślałam, tępym wzrokiem patrząc na pismo brata. Po wojnie Percy pogodził się z nami, a kilka tygodni temu odbył się jego ślub z Audrey Hale. Krukonką i przyjaciółką Penelopy Clearwater, z którą chodził w szkole.

Droga, Ginevro...

sobota, 12 sierpnia 2017

Rozdział 6

- ŻE CO?! ZABINI ZAPROSIŁ CIĘ NA BAL?! - wrzasnęła zaskoczona Hermiona, zakrywając usta dłonią. Jej brązowe oczy były wielkie jak spodki. Ona też nie mogła w to uwierzyć.

- Właściwie to zmusił mnie, abym się zgodziła - sprostowałam, wzdychając ciężko i opadając na kanapę.

- I co teraz zrobisz? - spytała z troską, pochylając się z powrotem nad wypracowaniem z zielarstwa.

- Nie mam pojęcia. Boję się, że to kolejny dowcip, że Zabini bawi się moimi uczuciami - oparłam
brodę o kolana i spojrzałam na skaczące płomienie w kominku. Dziwne, ale ogień od zawsze mnie uspokajał.

- Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz...

- A jeżeli się sparzę? - Tego się właśnie obawiałam najbardziej, że zaufam Ślizgonowi, a potem będę cierpieć.

- To tylko bal nikt cię nie zlinczuje - uniosłam brwi, patrząc na przyjaciółkę wymownie. Jasne nikt. Oprócz mojej rodziny i reszty szkoły.

- Uważasz, że powinnam pójść? - spytałam cicho, obserwując jak Hermiona zwija zapisany pergamin i chowa go do torby.

Brązowowłosa sprzątnęła bałagan na stoliku. Odesłała książki do dormitorium i dopiero na mnie spojrzała.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Rozdział 5

Weszłam do zimnych, ciemnych lochów. Ponury korytarz oświetlało jedynie tylko kilka świec, które dawały słabe światło na kamienne ściany oraz betonową posadzkę. Na samą myśl, że mam spędzić z Zabinim kilka godzin w brudnym i obskurnym kantorku wrednego woźnego robiło mi się nie dobrze, najchętniej zwiałabym z tego miejsca. Niestety byłam Gryfonką, a oni nigdy nie tchórzyli. Z tą niezbyt pokrzepiająco myślą stanęłam przed małymi drewnianymi drzwiami i zapukałam.

- Wejść! - Zza drzwi rozległ się skrzeczący głos Filcha. Z niechęcią nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi, które zaskrzypiały przeraźliwie.

Pomieszczenie było niewielkie. Mieściło się tam małe biurko z dwoma krzesłami. Szafa oraz regały, na których stały segregatory oprawione imieniem ucznia. Filch stał przy małym okienku, mierząc wściekłym wzrokiem Ślizgona, który z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy rozglądał się po wnętrzu. Westchnęłam cicho, po czym zamknęłam za sobą drzwi.

piątek, 4 sierpnia 2017

Rozdział 4

- Blaise? - zbudzony, usłyszał po prawej stronie niepewny głos Dafne. Przetarł rękoma twarz i powoli odwrócił się twarzą do dziewczyny.

- Czego? - spytał obcesowym tonem, marząc by ból głowy w jakiś magiczny sposób znikł. Przesadził z alkoholem. Oj zdecydowanie przesadził... ale czyż nie takie są uroki młodości?

- Już nic - odrzekła urażona i szybko wstała z łóżka. Wzruszył ramionami, przyglądając się jej nagiej sylwetce aż nie zniknęła w drzwiach prowadzących do łazienki.

Opadł z powrotem na poduszki i jęcząc z bólu. Nie podniósł głowy nawet wtedy, gdy usłyszał jak wściekła panna Greengrass, wychodzi z jego dormitorium trzaskając drzwiami.

Zamknął oczy, chcąc zaznać jeszcze trochę snu, gdy nagle drzwi znów się otworzyły i do środka wkroczył Draco Malfoy. Jak zwykle nienagannie ubrany, uczesany z szelmowskim uśmiechem na twarzy. W prawej dłoni trzymał malutką szklaną fiolkę z połyskującym niebieskim płynem. Na jej widok oczy zaświeciły się Blaise'owi.

- Draco, czy to jest to co myślę, że jest? - spytał z nadzieją, prostując się i siadając na łóżku.

Draco przechylił lekko głowę, rozglądając się z ciekawością po pokoju.

- Może... a gdzie podziała się Dafne, czyżbyś ją ukrył pod łóżkiem?

- Nie wyrzuciłem ją - odparł beznamiętnie, wygłodniałym wzrokiem wpatrując się w fiolkę. Widząc to Malfoy zaśmiał się tylko i w końcu rzucił mu ów magiczny specyfik.

piątek, 28 lipca 2017

Rozdział 3

Blaise wściekły wrócił do przedziału. Zamknął za sobą drzwi i opadł na miejsce obok Draco Malfoya. Blondyn zerknął na niego znad czytanego Proroka. Na jego bladej twarzy, pojawił się lekki ironiczny uśmieszek.

- I jak tam spotkanie z Gryfonikami? - spytał.

- Weź mi nawet nie, mów - syknął przez zaciśnięte zęby, zamykając oczy i odchylając głowę.

- Co jest? Nie mów, że Potter aż tak cię wkurwił?

- On nie, ale jego była już tak - przyznał niechętnie.

- Weasley? - spojrzał na niego z zaciekawieniem. - Co się stało?